Pisałam już o tym (TU), że małe dzieci nie są stworzone do słuchania dorosłych. TU z kolei napisałam kilka słów o korze przedczołowej, której niedojrzałość sprawia, że kilkulatek zachowuje się jak… kilkulatek. Wiemy zatem, że mózg dziecka to nie jest najlepszy materiał na podwładnego wykonującego polecenia w mgnieniu oka. Niestety często jest tak, że to sami rodzice dodatkowo przyczyniają się do tego, że dziecko nie słucha. Jak? A tak: 1. Nie patrząc Mieszam zupę w garze i nie zaszczycając Pierworodnej spojrzeniem wydaję jej polecenia. Jak się słusznie domyślacie – zazwyczaj na nie nie reaguje. Nie ma w tym nic dziwnego – dla dziecka spojrzenie rodzica jest bardzo ważnym elementem komunikacji. To nasz wzrok ułatwia dziecku zrozumienie, że swoje słowa kierujemy właśnie do niego. Pozwala mu też zrozumieć to co mówimy – już kilkumiesięczne dzieci podążają za wzrokiem i świetnie odczytują z oczu emocje [1]. Oczy mają szczególne znaczenie jeżeli to co chcemy przekazać jest ważne – dzieci, które skupiają się na oczach rozmówcy lepiej interpretują jego uczucia i intencje [2]. Poza tym zanim dziecko w ogóle zacznie nas słuchać musimy zyskać jego uwagę, a o to łatwiej gdy patrzy się rozmówcy w oczy niż stoi plecami/bokiem do niego. 2. Nie słuchając Często gdy akurat coś robię nie słucham z uwagą tego co Pierworodna mówi. Często nie robię tego o co mnie prosi od razu, często zbywam ją: „tak pobawimy się, ale najpierw muszę skończyć obiad”. Rzadko jest tak, że kiedy mała mówi „mamo poczytaj mi książeczki” to ja rzucam wszystko i lecę czytać aż się kurzy. Czasem jednak warto w te pędy pobiec czytać bo badania sugerują, że im częściej rodzice słuchają swoich dzieci i wykonują ich prośby wtedy kiedy to możliwe, tym częściej dzieci rewanżują się podobną usłużnością [3]. 3. Przynudzając Pierworodna ma piękne włosy. Długie i kręcone. Są naprawdę cudne, ale rozczesanie ich to jest koszmar. Codziennie rano kiedy usiłuję ją uczesać, proszę ją także by stała spokojnie. Codziennie wierci się przy tym niemiłosiernie, co mnie rzecz jasna niemiłosiernie drażni. Niestety układ nerwowy maluchów nie jest w pełni dojrzały w związku z tym spokojne stanie czy siedzenie są dla dziecka nudne, a jeżeli nuda przedłuża się – stresujące. Na szczęście dzieciaki mają ogromną wyobraźnię dzięki której możemy sobie nieco ułatwić życie. Świetnie pokazuje to eksperyment w którym poproszono małe dzieci by stały bez ruchu tak długo jak tylko uda im się wytrzymać [4]. Większość z nich nie ustała nawet minuty. Następnie tym samym dzieciom powiedziano, że teraz są strażnikami fabryki i by jej dobrze przypilnować muszą jak najdłużej stać spokojnie. Zgadniecie jaki był średni czas stania bez ruchu w tym wariancie? 2 minuty? Nie! 3? Też nie! Dzieciaki potrafiły tak stać ponad 4 minuty! W 4 minuty to ja mogę nawet warkocze młodej upleść a nie tylko zebrać włosy w byle jaki kucyk! Powyższy eksperyment można zastosować zresztą na milion sposobów. Wieczorne zbieranie zabawek rozrzuconych po domu to ratowanie zabawek z morza-podłogi i przenoszenie ich na statek-półkę (przez tę zabawę Pierworodna mianowała się „ratowniczką świata” haha). Podczas mycia zębów, które do tej pory było udręką bo mała machała głową na wszystkie strony (nie uwierzycie – siedź spokojnie nie działało!), teraz bawimy się w „jesteś skamieliną i ruszasz się tylko jak dotknę Twojego nosa”. Ograniczeniem jest wyłącznie kreatywność rodzica, co zresztą świetnie wpływa na nasz rodzicielski mózg wymagając od niego nieco pracy. 4. Udając dobrego i złego glinę. Jednocześnie. Zbieramy się do wyjścia, przewijam Drugorodnego i jednocześnie normalnym, spokojnym głosem mówię do Pierworodnej ubierz proszę buty bo zaraz wychodzimy (edit: powinno być załóż – dzięki za zwrócenie uwagi!). Brak reakcji. Ubierz proszę buty powtarzam monotonnie jeszcze kilka razy. Za każdym razem jest trudniej, ale trzymam nerwy na wodzy i udaję że jestem spokojna niczym kwiat lotosu na tafli jeziora. Niestety po pierwsze kwiat lotosu nie robi na moim dziecku większego wrażenia, po drugie matczyne kwiaty lotosu szybko przekwitają więc po kilku minutach podniesionym głosem mówię PIERWORODNA UBIERAJ BUTY BO WYCHODZIMY!! I co? Działa! Dziecko przywdziewa buty. Kto nigdy nie wpadł w pułapkę schematu dobra mamusia – dobra mamusia – dobra mamusia – zła mamusia ten jest Mistrzem Zen. Niestety im częściej ten schemat jest w użyciu tym bardziej wtłaczamy w dziecko wzór „póki mama nie krzyczy to nie muszę robić tego o co prosi”. Gwoli ścisłości – nie chodzi o to by krzyczeć od razu. Chodzi o to by nie krzyczeć w ogóle i zamiast powtarzać jak katarynka zacząć efektywniej komunikować się z dzieckiem (patrz punkt 1,2,3 itd.). To nie jest proste, a nawet jak jest to i tak nie zawsze działa. Niestety bycie rodzicem kilkulatka generalnie nie zawsze jest łatwe przez co zbyt często usiłujemy „naprawić” nasze dzieci nie bacząc na to, że pewne rzeczy są po prostu kwestią rozwojową albo naszą winą. Dlatego, moim zdaniem, warto wziąć pod uwagę punkt widzenia dr Reischer, psycholożki specjalizującej się w pracy z rodzicami i spojrzeć na rodzicielstwo jak na taniec towarzyski. Rozumiem jej wizję bo zanim urodziło się nam stadko dzieci przez kilka lat tańczyliśmy rekreacyjnie tenże. Wirgiliusz oczywiście prowadził. Jeżeli chciał zatańczyć jakąś figurę najpierw sam zmieniał swój krok, tak, bym ja też musiała go zmienić. W parze rodzic-dziecko to rodzic prowadzi. Jeżeli chcemy by dziecko zachowywało się w określony sposób najpierw sami się tak zachowujmy i dostosujmy swoje zachowanie do jego poziomu rozwoju bo trudno przecież wymagać by początkujący tancerz świetnie sobie radził ze skomplikowaną choreografią. Mnie ta idea ułatwia przegonienie wewnętrznego, schizofrenicznego gliniarza, mam nadzieję, że Wam też pomoże. Idę utańczyć moje dzieci do snu. Dobranoc! Zdjęcie: FotosisterPrzede wszystkim należy zachować spokój, nie dać się ponieść emocjom. Dziecko jak gąbka chłonie i przejmuje wszystkie, zarówno te dobre jak i złe emocje przejawiane przez dorosłych. Pamiętać należy również, ze dziecko w wieku przedszkolnym jest egoistyczne i nie potrafi jeszcze dostrzegać punktu widzenia innych osób.
Kiedy my spieszymy się do pracy, maluch właśnie przypomina sobie, że do przedszkola musi zabrać kredki, porozrzucane po pokoju. My zakładamy dziecku bluzkę w kratkę, ono akurat woli tę w paseczki. My musimy wracać do domu, by zdążyć z obiadem przed powrotem męża z pracy, maluch akurat nabrał ochoty na huśtawkę. Czasem zastanawiamy się, dlaczego nasze dziecko ciągle robi nam na przekór. Dlaczego jest takie nieposłuszne? Dlaczego rośnie nam taki mały łobuziak? Jak nie stracić równowagi nad sobą i nie zlać go porządnie w tyłek? Dlaczego dzieci nie słuchają rodziców? Zobacz film: "Poznaj fakty o rozwoju dwulatka" 1. Powody, dla których dzieci nie słuchają rodziców Nieposłuszeństwo dzieci często nie wynika z ich złej woli. Maluchy mało świadomie robią rodzicom na złość, chociaż zdarzają się przypadki małych manipulatorów. Czy dzieci chcą zachowywać się źle z premedytacją, ryzykując, że stracą aprobatę w oczach autorytetów, jakim są rodzice? Raczej nie. Ich niegrzeczne zachowanie wynika częściej z dysonansu na linii przyjemność a chęć przypodobania się opiekunom. Z jednej strony pojawia się ciekawość światem (czasem bez świadomości niebezpieczeństwa), a z drugiej strony lęk przed utratą miłości rodziców. To dla maluchów bardzo trudne uczucia, które wzajemnie się wykluczają, sprzeczne. Jak bowiem pogodzić jedno i drugie? Maluchy pchane ciekawością i fascynacją tym, co nieznane (i często zakazane), przekraczają granice, które wyznaczyli im opiekunowie. Dlaczego dziecko nie słucha rodziców? Powodów może być wiele. 1) Nieposłuszeństwo szkrabów może być konsekwencją niewydolności wychowawczej rodziców. Brak konsekwencji skutkuje buntem maluchów. Maluch nie rozumie, dlaczego wczoraj mógł grać w grę komputerową, a dzisiaj już tego nie może robić. Rodzic przestaje być dla dziecka wiarygodny, kiedy bezrefleksyjnie i nierozsądnie stosuje zakazy i nakazy, następnie z nich rezygnując. 2) Ignorowanie rodzicielskich sugestii może zazębiać się też z pewnymi etapami w rozwoju psychiczno-społecznym dziecka, np. bunt dwulatka wynika z jego rosnącej potrzeby usamodzielnienia się, potrzeby autonomii i swobody. Kształtuje się tożsamość dziecka i zręby osobowości, niezależnej od rodziców, stąd czasem agresja i jawny opór. Dziecko chce postawić na swoim, by poczuć, że samo decyduje o sobie. W ten sposób kształtuje się też jego poczucie wartości. Warto zatem dawać możliwość wyboru dziecku, chociażby nawet stwarzać pozory wyborów na zasadzie albo-albo. Niech maluch ma alternatywy – czerwona albo zielona bluzka, jabłkowy albo pomarańczowy sok itp. 3) Nieposłuszeństwo dzieci może czerpać swoje źródła także w tym, że zbyt rzadko chwalimy szkraby. Stawiamy wymagania, oczekując ich bezwzględnej realizacji, ale kiedy dziecko zachowa się zgodnie z naszą prośbą, nie jesteśmy w stanie powiedzieć: „Jak się cieszę, że tak szybko wypełniłeś moje polecenie” albo „Jestem z ciebie taka dumna, że zachowujesz się tak grzecznie”. Oczekujemy, że musi być tak, jak chcemy i już. Tymczasem, pozytywne wzmocnienia dzieci pielęgnują w nich motywację do bycia posłusznym. Maluch chce się starać i zrezygnuje z przyjemności, byle tylko ucieszyć mamę, być przez nią docenionym czy przytulonym. 4) Nieposłuszeństwo maluchów może wynikać z faktu, że stawiamy dzieciom zbyt wysoko poprzeczkę. Ciągle wymagamy coraz więcej i więcej, coraz lepiej, rozsądniej, wydajniej. Dziecko najzwyczajniej w świecie czuje się źle, kiedy słyszy, że nie spełnia naszych oczekiwań, że cokolwiek by nie zrobiło, będzie na nic. Rodzi się frustracja i poczucie niesprawiedliwości. Rodzice, zamiast cieszyć się małymi sukcesami maluchów, ciągle je do kogoś porównują. W takiej sytuacji dzieciom przestaje się chcieć być posłusznym. Po co się starać, kiedy i tak się nie zadowoli zgorzkniałych rodziców? 5) Niesubordynacja maluchów, ich gniew, złość, złe zachowania mogą być wyrazem manifestacji swojej osoby i potrzeby bycia zauważonym. Zabiegani rodzice mają coraz mniej czasu dla własnych dzieci, poświęcając im chwilę tylko wtedy, gdy wymagają tego okoliczności – kiedy maluch pobije kolegę w szkole lub ma złe oceny. Być może nieposłuszeństwo twojego dziecka jest właśnie takim wołaniem, byście zwrócili na niego uwagę, nie tylko wtedy, gdy coś przeskrobie. Oczywiście, to nie wszystkie motywy złego zachowania maluchów. Do tego dochodzi wiele innych powodów, np. konformizm, chęć zrobienia wrażenia na rówieśnikach itp. Warto jednak pamiętać, by być konsekwentnym, umieć mądrze egzekwować ustalony system kar i nagród i pamiętać, na co umówiliśmy się ze swoim szkrabem. Kiedy sami o tym zapomnimy, nie liczmy, że maluch nam o tym przypomni. Może i przypomni, ale swoim nieposłuszeństwem i łamaniem zasad. polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Kamila Drozd Psycholog społeczny, autorka wielu publikacji dotyczących rozwoju osobistego oraz warsztatów z doradztwa zawodowego i komunikacji międzypłciowej.
1. „Mam już dość, czy ktoś tu w ogóle myśli o mnie?” – czyli niezaspokojone potrzeby rodzica. Pod rodzicielską złością i rozdrażnieniem bardzo często kryją się niezaspokojone potrzeby rodzica, np. odpoczynku, wolności, szacunku, docenienia. Zwłaszcza mamom nie zawsze łatwo jest mówić o swoich potrzebach.
własnie w piątek i dzisiaj miałam pogadanke z paniami z przedszkola ze mój synek sie nie słucha i jest agresywny i niegrzeczny. Wprowadziłam embargo na słodycze, komuputer i bajki (czesiowo – dobranocka dozwolona bo w koncu ja tez musze kiedys odpocząc). Za dobre zachowanie – cukierek do pudełeczka. jak zbierze 10 to moze to wymienic na gre na kompie ale w weekend. Za złe zachowanie – cukierek wyjmuje. narazie w weekend uzbierał 4 ale jeden stracił. W sumie stracił wiecej ale poprostu to anulowało jego cukierki których nie zdązylismy wrzucić do pudełka :). Problem w tym ze ja pracuje na zmiany. w tym tyg pon, sr i pt jestem po południu wiec babcia ich odbiera. Wiec tu system kar i nagród siądzie. babcia puszcza im bajke i czeka na mojego meza. wiec mozna uznac ze dzieci sa grzeczne bo robia coo chcą Problem Bartka jest taki ze zawsze robi to co JEMU pasuje. Próba zmuszenia go do tego co ja chce to wieczna dyskusja i szarpanie. I to dotyczy wszystkiego – czapkie, szalika, rodzaju kapci, kolorowanki, książki którą czytamy, Mówi sie – nie machaj kijem – macha, nie rzucaj piłką – rzuca. W sasadzie co 5 minut powinnam mu czagos zabraniac i stawiac na swoim. A najgorsze ze dotąd nie miałam pomysłu na karanie. Zakaz oglądania bajki działa tylko raz. Czyli po godzinie (w jego gorsze dni) bedzie zakaz oglądania przez tydzien. A co ma robic kolejnego dnia? W ten sposób po tyg do wakacji bedzie miała zakaz bajek i komutera i słodyczy. Do piero teraz wpadłam na pomysł z tym zbieraiem punktów – zeby go jakoś zmotywowac. Ale widze tez ze on sie stara ale czasem nie potrafi. Dodam jeszcze ze to napewno nie ADHD bo jak on chce to umie byc bardzo grzeczny, potrafi dosc długo zie zając rysowaniem. W piatek – po ostrej rozmowie był dosłownie aniołem. I tu ostrzerzenia dla innych mam…… TRZEBA STAWIAC NA SWOIM ZA WSZELKA CENE. Jak mały miał 2-3 lata to troche mu odpuszczałam. Uznałam ze nie bede robic co 5 min awantur (bo do tego sie to sprowadzało) W koncu co mi zalezy którą on czapke załozy czy z którego kubka pije. Ale to był błąd. Akurat w przypadku obu moich dzieci musze wprowadzic reżim gestapo. ja,pani i władca bede odtąd decydowac i nie pozwole na żadne dyskusje. na razie osiągnełam to – ze Ala jak wstaje to pyta gdzie tata :). Bo tata nosi, karmi, trzyma na kolanach, daje soczek itp. A mama jest twarda, “ściska” – czyli łapie chowajacego sie pod stół malucha i na siłe ubiera. Wiem ze u niej moje zdecydowanie moze czynic cuda i ona jest ogólnie grzeczną dziewczynką. Ale potrafi odwalac niezłe histerie i dośc uciązliwe. Prawdziwy dwulicowy bliźniak (zodiakalny). nie jest łatwo wychowywac dwoje indywidualistów i uparciuchów. Jedyne co mnie pociesza to to, ze mój mąż był podobno taki sam no i baretk jest z grudnia wiec prawie najmłodzszy w grupie ( w zasadzie powinien byc w czterolatkach bo planowo miał sie rodzic w styczniu). podrzućcie jakies pomysły, jak wy dyscyplinujecie dzieci Najpopularniejsze rozwiązanie. To, z którym spotykam się najczęściej, to rady w stylu: „Zignoruj go. On to robi tylko po to, żeby zwrócić na siebie twoją uwagę. Jak nic nie zrobisz, to przestanie”. A my jako rodzice też podświadomie czujemy, że te słowa są prawdziwe. W końcu, gdybyśmy zareagowali na owe zachowanie, to w Dziewczyno, nie możesz dać się sterroryzować! To, że dziecko histeryzuje i urządza awantury znaczy, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to jest skuteczne. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tą szczerość, ale to tylko twoja zasługa… To wspaniałe, że kochasz swojego synka i chciałabyś aby miał beztroskie dzieciństwo, ale musisz sama sobie uświadomić, że są granice. Zastanów się, jak byś się czuła, gdyby twój mąż, albo przyjaciółka wymuszał/a na tobie co chce histerią, płaczem, lub urządzaniem scen? Co byś sobie o nim/niej myślała? Podejrzewam, że na pewno przyszłoby ci do głowy: “nieopanowany egoista”. Chciałabyś, aby twoje dziecko wyrosło na samoluba? Jestem pewna, że nie, bo kochasz swoje dziecko i chcesz dla niego jak najlepiej. Dlatego w wychowywaniu jest potrzebna też konsekwencja. I to od najmłodszych lat! Nie chodzi o to, że masz dawać dziecku klapa w pupę. Są inne sposoby. Przede wszystkim kiedy dziecko histeryzuje, musisz pokazać, że to na ciebie nie działa. Więc nie zwracaj uwagi! Jak jesteście w domu, powiedz dziecku, że jeśli chce płakać, to w swoim pokoju. Wtedy zaprowadź je tam i niech sobie płacze, ile chce, a ty nie przychodź, dopóki nie przestanie. Z kolei jeśli dziecko jest nieposłuszne, możesz wyznaczyć miejsce w domu, gdzie będziesz stawiała synka do kąta. Wytłumacz mu, że tak będzie jeśli nie bedzie cię słuchać. I wtedy w sytuacji, gdy cię nie słucha, dajesz TYLKO JEDNO ostrzeżenie (“jeśli nie przestaniesz, idziesz do kąta”) i jeśli to nie podziała, stawiasz dziecko do kąta na tyle minut ile ma lat (to jest zasada, którą warto stosować, bo jest to czas, w którym dziecko jest świadome kary). Po upływie tego czasu, podchodzisz do dziecka, mówisz jeszcze raz, dlaczego sie tu znalazło i każesz się przeprosić. Wtedy przytulasz dziecko na znak, że wybaczasz i dajesz następną szansę. Jeśli dziecko ucieka z kąta- zaprowadzaj go z powrotem aż do skutku. W końcu zrozumie. Dobrym sposobem jest też system nagród. Powieś na lodówce kartkę na plusy i minusy. Ustalcie, że jeśli w ciągu miesiąca dziecko uzbiera powiedzmy 30 plusów (które oczywiście redukują minusy), otrzyma określoną nagrodę. Będzie miał motywację do tego, aby być grzecznym. Tylko konsekwentnie się tego trzymaj. Aha i jeszcze jedna ważna rzecz: kiedy się do niego zwracasz ma patrzeć ci w oczy. Jeśli tego nie robi, każ mu spojrzeć na siebie, dopiero potem mów. Zobaczysz, że to odniesie lepszy skutek. Trzymaj się i powodzenia w działaniu! Codziecko słyszy w zdaniu „Bądź grzeczny"? Może przekonanie, że skoro mama ciągle o tym przypomina, to znaczy, że ono jest zazwyczaj niegrzeczne. A co rozumie? Komunikat „jesteś grzeczny" oznacza dla dziecka tyle, że akurat w tym momencie udało mu się dopasować do oczekiwań rodziców, dziadków, pani przedszkolanki. Porady naszych EkspertówWitam, mam 7-letniego syna o imieniu Arkadiusz, każdy, kto miał z nim styczność twierdzi, że jest to mądre i rozumne dziecko, jednak nasz problem polega nie na tym, że nie chce się uczyć rzeczy nowych, ale na tym, że nie chce słuchać tj., kiedy mówię, aby coś zrobił-muszę kilkakroć powtarzać. Kiedy zostawiam go pod opieką kogoś z rodziny to kompletnie nie docierają do niego słowa-tłumaczymy mu z mężem, że tak nie wolno, były kary typu zakaz oglądania TV, zakaz słodyczy lub komputera, ale on stanie, spuści wzrok i przeprosi a do tego powie, że już tak więcej nie zrobi a za 2 godziny sytuacja się powtarza! Nie wiem gdzie zrobiliśmy błąd w wychowaniu-bo korzystałam z pomocy psychologa przez 1,5 roku- myślałam że ma ADHD, ale okazało się że "jest bardzo ruchliwy i inteligentny". Proszę o poradę, w jaki sposób dotrzeć do Niego i jak wyegzekwować odpowiednie zachowanie? Pytanie przysłała pani Sylwia Witam Panią, wnioskuję z Pani opisu, że dziecko nie zostało zdiagnozowane w kierunku ADHD (skoro było pod opieką psychologa) dlatego też przypuszczam, iż dziecku brakuje jasno określonych zasad funkcjonowania w domu. Z informacji od Pani nie wynika czy problem pochodzi z niewypełniania np. o obowiązków domowych, odrabiania lekcji, problemów przy ubieraniu się czy myciu. Dlatego też zakładam, że chodzi o obowiązki codzienne i zwykłą pomoc. Bardzo ważne jest, aby ustalić z dzieckiem zasady oraz konsekwencje. Aby zostały one spisane razem z dzieckiem i aby dziecko oraz rodzice "podpisali się" pod nimi. Ustalając zasady i konsekwencje sprawiamy, że świat dziecka staje się przewidywalny. Dziecko wie, co je czeka gdy nie zrobi tego, co do niego należy, ponieważ ustalone konsekwencje są stałe, niezmienne i wyciągane natychmiast. A różnią się od kary tym, że są przewidywalne i nie zależą od naszego nastroju. Proszę spisać zakres obowiązków z dzieckiem, nie zapominając o jego nagradzaniu i motywowaniu przy każdej okazji. Motywowanie i praca na pozytywach przynosi naprawdę bardzo cudowne rezultaty. My rodzice często zapominamy o chwaleniu nawet najdrobniejszego przejawu współpracy i pomocy ze strony naszych dzieci - uważając takie zachowanie za normę, za coś co i tak powinno zostać wykonane. Nic bardziej mylnego. Chwalmy nasze pociechy, przytulajmy i mówmy "dziękuję" nawet za drobną pomoc. Można wprowadzić system żetonowy. Dzięki przyznawanym "punktom" dziecko poczuje motywację do zachowań przez nas - dorosłych pożądanych. A po zebraniu wcześniej ustalonej ilości punktów wymieniamy je na nagrodę atrakcyjną dla dziecka. Proszę również pamiętać, że najlepszą nagrodą jest uwaga dorosłych (a nie nagroda materialna!) i czas poświęcony dziecku. Ważne jest również to, w jaki sposób wydajemy polecenie. Czy jest to forma rozkazu (masz to zrobić) Czy straszenia (jak tego nie zrobisz, to nie będzie słodyczy!) czy jakaś inna, która i tak nie przynosi rezultatu. W związku z tym, iż temat zasad, konsekwencji, motywacji dziecka, wydawania poleceń to temat rzeka - odsyłam Panią do książki: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały; Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" autorstwa i Jest to łatwa w czytaniu i zrozumieniu książka, która nauczy każdego rodzica jak komunikować się z własnym dzieckiem. Pozdrawiam i miłej lektury Dorota Kalinowska Portal ma przyjemność współpracować z gronem ekspertów, jednak często problemy wymagają pilnej lub dodatkowej porady medycznej. nie ponosi żadnych konsekwencji wynikających z zastosowania informacji zawartych w niniejszym serwisie. Zalecamy bezpośredni kontakt ze specjalistą w celu konsultacji danego problemu. Po zgłoszeniu pytania, zostanie ono po akceptacji redakcji umieszczone wraz z odpowiedzią konkretnego eksperta. JLjP5.